Tego dnia zrozumiałem jak bardzo to miasto jest niezidentyfikowane.

Byłem tu ostani raz kiedy mialem 12 lat. Czwarta klasa szkoły podstawowej. Jedyne co pamiętam z tamtego wyjazdu to nieopisaną tęsknotę za rodzicami, zapach płatków śniadaniowych z kolorowego kartonu,dziwna walutę, mojego kolegę Marcina który biegał po dachach samochodów zaparkowanych przy głównej ulicy, szklane komunistyczne kafelki ,moment kiedy pierwszy ran pomyliłem autobus i tęsknotę…..

Wróciłem tu po 8 latach z nadzieja ze miasto przypomni mi to czego nie pamietam. Tak się nie stało, za to odkryłem nowe zapachy i doznałem nowych uczuć.

Trip zaczął się bardzo ciekawie. Zaspałem na lot. Zatrzymał mnie sen. Nie moglem się obudzić, coś jakby trzymało mnie w przestrzeni pomiędzy marzeniami a świadomością. Obudziłem się zapłakany i zadzwoniłem do taty, jak osiem lat temu.To był dziwny poranek.

W Niedzielę obudziłem się tuż przed dzwonkiem budzika. Zdążyłem! W samolocie były miękkie fotele.Obok mnie siedział facet, który bardzo obnosił się ze swoją „pseudo” zamożnością.Tak jakby wszystkie wartości, które posiada to iPhone 7 i dobre słuchawki. Nie lubię takich typów.Obudził mnie głos brunetki serwującej obiad/poczęstunek, w srebrnych, aluminiowych, hermetycznie zamkniętych tackach z niebieskim napisem „t-45”. Na pierwsze była sałatka „coleslaw”, na drugie gulasz z ziemniaczkami puree + bułka , na deser baton sezamowy. Zjadłem sałatkę, bułkę i batona.

Moi koledzy z rzędu zauważyli ze nie jem mięsa, wiec oddali mi swoje bulki. Miły gest. Nie wiem czemu ale podczas lotu panowała atmosfera jakiejś dziwnej jedności, tak jakby zaraz miała być katastrofa i wszyscy się łączą i starają się być jak najbardziej mili przed śmiercią.”Pseudo-bogol” był z Tajikistanu. Miał przyjemnie intensywne perfumy.

Po przylocie od razu przypomniała mi się dziwna waluta. Wszyscy tu są milionerami. Pomiędzy bramkami a odprawa paszportowa mój kolega wyczaił aptekę i stwierdził że koniecznie potrzebuje tabletki „omega”, które mają wzmocnić jego odporność. Zapłacił za nie pięć tysięcy. Na lotnisku czekał na nas przeuroczy taksówkarz Zoran.Stał na hali przylotów z tabliczka z napisem „JANEK”. Charakter pisma Zorana przypomiał mi o koledze z którym bylem tu juz kiedyś. Zoran był leworęczny i miał dwa metry wzrostu. Pachniał jak niemowlak. Taksówka,którą jechaliśmy była zdecydowanie za mała dla niego.

Dotarliśmy do hostelu. Mieszkaliśmy na rzece w barce. W hostelu w którym mieszkała cała ekipa zabrakło miejsc więc przenieśli nas do barki obok. Managerem barki był dwu-metrowy przyjemniaczek z grzywką zaczesana do tylu na brylantynę. Szefową duża kobieta w czarnych legin-sach z tysiącem mały małych warkoczyków, do tego grupa pomocników którzy pili rano Rakije a wieczorem spali na krześle pod kocem, i pies. Wściekły pies.

Jeszcze tego samego dnia pojechaliśmy na wykłady. Głównym celem wyjazdu był udział w warsztatach związanych z projektowniem przestrzeni publicznej.
Wykłady się skończyły, zwiedziłem tutejszy sklep spożywczy, wypiliśmy piwo, i wróciliśmy do hostelu. Na barce czekało na nas juz rozkręcone wesele. Chciałem potańczyć, ale zasnąłem.

Obudziłem się bardzo niewyspany. Zszedłem na dół, na śniadanie. Podano nam pozostałości weselnego kateringu. Sałatka grecka, talerz wędlin, pieczywo i zaparzony rumianek. To był początek naszej przygody z porannym rumiankiem zamiast herbaty. Każdego ranka dostawaliśmy zapar-zony rumianek i każdego dnia prosiliśmy o to, żeby następnego dnia była zwykła czarna herbata.

Bez skutku.

Warsztaty odbywały się w prywatnej uczelni w nowej części miasta. Szkoła, piękna. Różowe posadzki, kwiaty w pomarańczowych plaskowych donicach, odblaskowe kafelki w łazienkach, marmurowe lady i charakterystyczny zapach. W trakcie przerwy na lunch odkryłem nowe niesamow-ite miejsca: kantor z wodospadem, salon fryzjerski prowadzony przez fana piłki nożnej i koloru czerwonego, przedszkole, które przypominalo stare bunkry i buk z ochydnymi meblami.

Warsztaty przebiegały poprawnie,nowe pomysły, nowe rozwiązania, nowe problemy. Jednym z najważniejszych dla mnie aspektów podczas tych warsztatów było poznanie profesora Zorana…..po prostu Zorana. Marzył aby zostać reżyserem. Został architektem. Cholernie oczytany, bystry, wrażliwy i zakręcony. Obrócił moja percepcje o kilka stopni, pokazał mi coś nowego. Potwierdził moje przekonanie o tym jak bardzo architektura jest związana z ludzka psychika.

Kolejny poranek, kolejny rumianek. Tego dnia zrozumialem jak bardzo to miasto jest niezidentykowane. Nie ma tu charakterystycznego rodzaju muzyki, charakterystycznej budowli, nic specjalnego. Tylko ten zapach. Zapach niezidentykowania.

W czwartek byliśmy na techno. Dj który grał, zaczarował mnie swoja muząąąąą. Poczułem potrzebę kontaktu z nim. Przerwałem kartę z wiz-erunkiem gołej laski na pół i mu ją dalem. Pól gołej laski. Pół piątki kier. Prawie jak motyw z Jednookiego Jacka („Twin Peaks”)..

Rumianek…Ten dzień był super! Wdrapałem się na dach 24-piętrowego post-modernistycznego bloku w dzielnicy „44”.Kosmiczne salony fryz-jerskie, stare wypożyczalnie lmów na „DVD” , dziwni ludzie.Głównie poruszaliśmy się taksówkami (dosyć tanie),zawsze bawiła mnie plakietka z zakazem palenia w środku taksówki. Wszyscy palą! Wszędzie! Wszyscy taksówkarze!

Sobota, oddanie projektów i prezentacja w konsulacie włoskim. Kolega z klasy przedstawiając członków grupy pomylił imiona dwóch chińczyków. Rozśmieszyło mnie to. Po prezentacjach, różnego typu rozmowy, rozmówki i.. wino…..włoskie.

Siedzielismy na schodach piliśmy tanie piwo, paliliśmy „sobranie” i czekaliśmy aż impreza się rozkręci. Techno. Stado subwoofer’ów pomiędzy barierkami a scena powodowało ze częstotliwość bicia mojego serca była ściśle związana ze „stopa” w secie , a sam set powodował że unosiłem się kilka centymetrów nad ziemią.

Wtedy odkryłem zapach tego miasta…….

 










 
Serbia,Belgrad 2016

Ignacy Radtke

Instagram Ignacego

admin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *