„Paterson” Jima Jarmuscha – „jesteś jak zapach koszonej trawy”.

Po tygodniach paskudnej pogody pewnego dnia wychodzi zza chmur słońce, a jego promienie odbijają się od topniejącego śniegu. Jest wciąż dosyć mroźno, ale dopóki czujesz ciepło na policzkach trwa w Tobie jakiś dziwny, irracjonalny spokój. Spokój i szczęście.

W ciepły sierpniowy wieczór wracasz późno w nocy do domu. Dzień jak każdy inny, ale coś w zapachu powietrza i miarowym bzyczeniu owadów każe Ci się na chwilę zatrzymać i uśmiechnąć pod nosem. Przystanąć na kilka sekund i poczuć życie.

O tym właśnie jest najnowszy film Jima Jarmuscha- o prostocie codzienności, o czystym spojrzeniu na świat. Tytułowy Paterson, mieszkaniec miasta Paterson w stanie New Jersey, kierowca autobusu wiedzie życie nad wyraz spokojne. Siedem dni w tygodniu powolnie opuszcza łóżko kiedy wskazówki zegara przekraczają szóstą. Śniadanie, praca, wsłuchiwanie się w rozmowy pasażerów, powrót do nieco ekscentrycznej żony i wrednego psa, obiad, spacer, piwo w miejscowym barze. Jak w zegarku, czynność za czynnością płynie mu życie, którego monotonny rytm przerywają jedynie drobne małomiasteczkowe dramaty. No i spisywana przez niego poezja, która zawiera tą całą codzienność w ramy.

Jim Jarmusch stworzył dzieło dojrzałe o człowieku spełnionym. Film tak dziwny na nasze czasy. Jak już niejednokrotnie pokazywał nam reżyser, bohaterów nie trzeba wrzucać w wiry dramatycznych wydarzeń, żeby widz wyszedł z kina zadowolony. Ale potrzeba geniuszu, żeby w dzisiejszych czasach uzmysłowić człowiekowi najprostszy banał- że piękno nie jest schowane, tylko my nie chcemy go widzieć.
Tym razem jednak jest to jeszcze coś innego. Coś co powinno nas zastanowić- lekcja pokory wobec życia. Bo może nie chodzi o to jakie życie jest, ale jak je postrzegamy.

„(…) I knock off work,
I have a beer
at the bar.
I look down at the glass
and I feel glad.”

Dominika Kulig

admin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *