Métro, la ligne 7

26 | 02 | 2017 PARIS, métro, la ligne 7!

Métro-podróże to czynność w Paryżu wystarczająco awangardowa do odczucia zachwytu i wystarczająco przerażająca do poczucia ulgi, gdy jest się już na zewnątrz.
Wewnątrz ciasno. Myjemy zęby, fałszujemy do trzeszczących mikrofonów, krzyczymy na haju coś po angielsku (z akcentem francuskim).
My,
bo métro-podróż tworzy z nas efemeryczną społeczność, topiącą się we wspólnych wrażeniach estetycznych i antyestetycznych, ocieramy się o siebie, stajemy się zbiorową plazmą cielesną, która wypływa gdy tylko drzwi się otworzą. I biegnie i pcha się dalej i nadeptuje sobie na stopy.
Plazma ta ma dużo stóp.

Jadę dziś w tej plazmie, czytam książkę o mediacji kulturowej, wzbogacam ją o różowy sweter, dwie kurtki (zawsze w zimę noszę dwie kurtki, nawet jak jest już wiosennie) i obserwacje moich plazmatycznych towarzyszy.

Tandetna muzyka akordeonu w moim wagonie, błękitno-granatowe siedziska, na przeciwko mnie Hindusi. Matka i syn. Kobieta podśpiewuje sobie w swoim języku. Chyba nie spodobało się to Azjatce obok. Przesiadła się. Dalej ludzie z walizkami i ja, Polka.

Ale ta Hinduska, ach ten styl jej, to jest w jakiś sposób pochłaniające.
A przecież nie mogę gapić się, mogę jedynie zerkać; i ona ma mnie na oku, muszę być dyskretna. Morskiego koloru wzorzysty płaszcz, na ręce fioletowa plastikowa bransoletka, tunika, motyw geometryczny, pod spodem brunatne spodnie. Grube skarpety w kropki i buciki wysadzane kryształkami.
Ta Hinduska właśnie, ach ten styl jej, to ona jest tutaj, w tym wagonie, najbardziej intrygująca.

Muzykujący wysiadł. Wreszcie cisza. Mogę dalej słuchać Sweet Sound of Ignorance Soko. Lubię dźwięki akordeonu. Sensualne dźwięki tanga. Ale tamto, o, to była kakafonia kilku akordów i monet pobrzękujących w papierowym kubku.

Gdy potem wracałam, zdarzyło mi się napotkać znowu akordeonistę. Wepchnął szybko wózek do wagonu, na którym wozi wielki głośnik. Był on całkiem zabawny, uśmiechał się od ucha do ucha, zagrał nam jakąś popową piosenkę, dodał do tego przyjemny disko podkład.
My,
métro-podróżujący nagle znaleźliśmy się w wagonie-impreza.
To był dobry didżej. Na koniec włączył podkład Ed’a Sheeran’a I see fire i w naszej plazmie szukał finansowego wsparcia. Tym razem było kampersko, więc coś zarobił. Pobrzękał monetami a gdy dojechaliśmy do następnej stacji, plazma wypchnęła go na peron.

Zuzanna Wesolowska

metro-podroze

admin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *