Crisis in six scenes czyli wszytskie kryzysy Allena

Przyszło nam żyć w czasach, kiedy seriale powoli zaczynają detronizować pełnometrażowe filmy. No nie oszukujmy się, jeżeli po powrocie do domu znajdziemy wreszcie chwilę, ale zasiąść z laptopem w fotelu i włączyć coś, co na chwile odwróci nasze myśli od podłej rzeczywistości, to

większość z nas nie będzie się fatygować, aby przekopywać top500 na Filmwebie w poszukiwaniu czegoś, czego jeszcze nie widzieliśmy. O wiele łatwiej będzie nam ulec urokowi kolejnego serialu.

Choć spychanie ambitnego kina na drugi plan okrutnie łamie mi serce, muszę przyznać, że sytuacja ta ma jednak jasne strony. Popularność seriali przyczyniła się bardzo do wzrostu ich jakości. Ostatnie produkcje Netflix takie jak „Stranger things” czy „Narcos” pokazują, że poza rozrywką stanowią też na swój sposób sztukę. Oddany w nich klimat, świetne przedstawienie postaci, miejsc i ducha czasów – wszystko to sprawia, że mimo zazwyczaj prostego przekazu posiadają wartość artystyczną. Nic dziwnego więc, że tym razem jako twórca serialu postanowił zabłysnąć sam Woody Allen.

„Crisis in six scenes”, bo tak nazywać ma się nowy miniserial, opowiadać ma o konserwatywnej, amerykańskiej rodzinie zamieszkującej przedmieścia metropolii. Jej spokój zaburzyć ma niespodziewany gość w postaci propagującej wartości komunistyczne hipisce (w tej roli Miley Cyrus). Akcja rozgrywa się w latach 60-tych ubiegłego wieku, określanych jako „przewrotne czasy w Stanach Zjednoczonych”. Oprócz Miley Cyrus i Allena w serialu zagrają Ellaine May („Drobne cwaniaczki”) , Rachel Brosnahan („House of Cards”) i David Harbour („Stranger things”). Premiera zaplanowana jest na 30 września.

Pytanie brzmi : czego spodziewać się możemy po neurotycznym 80-letnim reżyserze, twórcy wielu filmów, które weszły do klasyki światowego kina ? Prawdopodobnie tego co zawsze. Już samo podejście Allena do stworzenia miniserialu „Crisis in six scenes” w pełni oddaje jego specyfikę. W wywiadzie dla Deadline reżyser powiedział  „Żałuję, że zgodziłem się robić serial od samego początku”. Podkreślił on jednak, że ma nadzieje, iż wszystko wyjdzie dobrze a serial nie rozczaruje Amazonu, na którego zlecenie   ma on powstać, ponieważ „to naprawdę mili ludzie i nie chce ich zawieść”.  Brzmi to dosyć depresyjnie, choć przyznajcie, że bez  całego swojego sceptycyzmu Allen nie byłby już dobrym dziadkiem Woodym współczesnego kina, którego tak kochamy.

Dominika Kulig

admin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *