Bibliothèque Nationale de France

19 | 11 | 16 PARIS, Bibliothèque Nationale de France

BNF, trzynasta dzielnica. Chadzam w południe, wtedy jeszcze można zdobyć miejsce. Jednak dziś, o godzinie dwunastej pięćdziesiąt pięć jestem już spóźniona. Spóźnienie moje jest łańcuchem konsekwencji polskiego klucha-leniucha. W Warszawie budzona byłam zawsze promieniami słońca przebijającymi się przez białą roletę. Tu, jako że mieszkam na parterze, muszę używać na noc nieprzepuszczających światła okiennic. Ranek jest dla mojego postrzegania porannego wciąż nocą.

Z powodu tak nieusprawiedliwionej moralnie zwłoki, w BNF’ie czekało na mnie szczęśliwie już tylko niskie krzesło przy niskim stoliczku. Wyciągnęłam klamoty: zeszyciki, karteczki, długopisiki i jabłuszko i pogrążyłam się w lekturze książek o Katedrze Notre-Dame, raczej z przymusu, nie dla przyjemności. Art moderne i art contemporain nasycają mnie jednak estetycznie pełniej niż art gothique, stąd słowo “pogrążyłam”. Pogrążenie, wydrążenie, och, ach. Ale to stek dygresji. Do czego dążyłam zanim zaczęłam monolog o śmiesznej banalności studenckiego weekendu?

 

BNF, trzynasta dzielnica. Monumentalizm, nutka zuchwałości, przestrzenie wypełnione światłem, współczesne blokowisko. Więc chadzam w południa, ewakuuję się wieczorami, wtedy BNF to dla mnie cztery ogromne świecące klocki, kontrastujące z ciemnym niebem. Świecą, błyszczą sobie ciemną żółcią.

On, miodowo-bursztynowy Klocobudynek (to nie pejoratywne, attention, duża litera pojawia się wręcz w ramach prostego zachwytu dwudziestopierwszowiecznego, brzmiącego WOWWOW), przypomina książkę. Jak mi się chce czasem być bardziej inteligentną to czytam między wierszami książki w BNF’ie. Jak mi się nie chce, to tylko łażę wokół BNF’u i chadzam między wierszami. Jest tu esplanada a na niej streetfood; burgery i inne ładnie pachnące drogie przekąski. Z drugiej strony schodki wychodzące na Sekwanę. Nie ma wielu ludzi, to nie Poniat, tu jest cisza, wyniosłość. To dlatego te budynki są tak wysokie. Są wyniosłe.

 

Najzabawniej jest jednak w każdą niedzielę. Godzina trzynasta, otwarcie. Godzina dwunasta pięćdziesiąt? Ludzie koczują w kolejce chcąc zająć miejscówki. Bo o czternastej już nie ma po co przychodzić. Nie będzie nawet niskich krzesełek, nie będzie niskich stolików. O trzynastej Paryżanie ruszają w maraton biblioteczny. Ja wraz z nimi wtłoczę się do środka. Wtłaczać wiedzę.

Zuzanna Wesolowska

image1-2

 

admin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *